Gry i zabawy podwórkowe: w co skakaliśmy

Kombatanci gier i zabaw podwórkowych wzdychamy, że dziś prawdziwych trzepaków już nie ma.

Być może, biorąc pod uwagę zapełnione grafiki współczesnych dzieciaków, a do tego grodzone miejsca zabaw „rewitalizowanych” osiedli. A jak wyglądał dzień na podwórku w wykonaniu uczennicy pierwszych klas podstawówki przełomu lat 80. i 90.?

ul. Gołuchowska, Tygodnik Stolica 29/1982
Dziewczynka stojąca przy piaskownicy pomiędzy blokami Gołuchowska 1 i Wrocławska 5 (w tle). Zwraca uwagę gumka do włosów ozdobiona misiem pandą :) Tygodnik Stolica 29/1986, fot. Jacek Sielski

Podstawa to wyposażenie. Różnej maści piłki, gumy i skakanki trzeba było przetransportować windą na dół. Braki uzupełniała mama zrzucając zabawki przez okno. Jesteśmy przed blokiem. Wejście do klatki służyło do gry w „Króla skoczka” – skakania przez odbitą od murka piłkę, gdzie każdy udany skok to litera w słowach „Król skoczek”. Używało się piłek tenisowych – odblaskowo zielonych albo wytartych, wymoczonych w kałużach. Gorzej, jeśli taka wylądowała na dachu klatki. Wtedy wspinał się tam jakiś śmiałek umykając przed wzrokiem pani dozorczyni.

Ul. Gołuchowska 7, 2013 r.Na chodniku między blokami Gołuchowska 5 i 7 graliśmy na początku lat 90. w dwa ognie – pola obu drużyn rysowało się kredą (słupków nie było). Luty 2013 r., fot. Joanna Rutkowska

Piłkami do siatkówki graliśmy w zbijaka (co najmniej trzy osoby – dwie „zbijające” i  ofiara) i dwa ognie. Ta ostatnia wymagała strategicznego uformowania dwóch drużyn. Każdy kapitan pilnował, by z ekipy podwórkowej zwabić najlepszych. Zawodnicy przeciwnych drużyn musieli się zbijać nie wychodząc poza swoje pola (rysowaliśmy je kredą na chodniku). Najtwardszy był ten, kto złapał piłkę o największej mocy (czasami przyczyna chwilowych bezdechów!).

Skakanie w gumę – od majtek albo wypasioną, odblaskowo zieloną lub różową kupioną w zabawkowym – mogło odbywać się solo. Na naszym podwórku przy Gołuchowskiej stały parami biało-czerwone słupki, o które gumę można było zaczepić. Kiedy zebrały się trzy dziewczyny, to dwie stały w gumie, jedna wykonywała serie figur od poziomu kostek przez łydki, kolanka aż po szyję. Skucha oznaczał wymianę zawodniczki.

Ul. Gołuchowska 7, 2013 Te skorodowane słupki były w l. 80./90. biało-czerwone i służyły m.in. do skakania w gumę. W miejscu placu zabaw stał drewniany - z ciuchcią. Gołuchowska 9,11; luty 2013 r., fot. Joanna Rutkowska

Pamiętam też skoki na skakance. Dwie osoby kręciły sznurem lub połączonym skakankami (plastikowe rączki rozpryskiwały się o chodnik) a dzieciaki wskakiwały kolejno – na jednej nodze, krzyżakiem lub „lajkonikiem”.  Kto skusił, zmieniał „kręcącego” czy „kręcącą”.

Były jeszcze wrotki,  trzepak, kocyk, wojna i zabawy w chowanego, ale to inna historia…

Joanna

 

14 odpowiedzi na „Gry i zabawy podwórkowe: w co skakaliśmy

  1. Maciej Cichosz pisze:

    haha, w gumę też grałem :)

  2. Paweł Sołtysiak pisze:

    Nie było lepszej zabawy, jak w budującym się spożywczaku czy na zapleczu dowolnej innej budowy ))))

    • predki pisze:

      my tam na tej budowie jeszcze pływaliśmy na tratwach zrobionych z elementów ścian tego blaszaka,obecnie to to co stoi za Biedronką jest tam międż innymi bar Lotos,sklep z rowerami itp.

  3. Maciej Cichosz pisze:

    i ganianie się ze „stróżem”, bądź „cieciem” na budowie :)

  4. JS pisze:

    Nie było lepszej zabawy, jak w budującym się spożywczaku czy na zapleczu dowolnej innej budowy ))))
    POTWIERDZAM!!! :=)

  5. JS pisze:

    i ganianie się ze „stróżem”, bądź „cieciem” na budowie
    ROWNIEZ POTWIERDZAM :)

  6. Można też było jeździć na rowerze po budowanym obiekcie.

  7. predki pisze:

    a grę w kapsle pamiętacie?

    • Maciej Cichosz pisze:

      maściakami w zbijaka na „zachę”, w Wyścig Pokoju i w piłkę nożną, gdzie na bramce stały kapsle od „Ptysia” lub „Mazowszanki” :)

  8. Ja miałem powycinane flagi z atlasów. ☺

  9. Paulina pisze:

    Ha ha a ja zdążyłam wyciąć tylko jedną flagę z encyklopedii, rodzice zainterweniowali:)

  10. U mnie encyklopedie pozostały bez uszczerbku. ☺

  11. wls pisze:

    pływanie na tratwach :) ))pamiętam:) przy Uniejowskiej stały takie drewniane budowle, pamiętam dużą wieże, na którą zdobywcy się wspinali, a obrońcy mieli na patykach zapalone butelki po ludwiku i ten palący się plastik skapywał z fajnym dźwiękiem na ciała atakujących…ale to było cudownie głupie, nieodpowiedzialne i niebezpieczne ! :) to było gdzieś tak koło ’85 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>